środa, 20 października 2010

20 X 10

4 x 16 i 10/16 (1850m). Vmax=constans - niestety.
Wojtek z powodu kolana nieobecny.
Jutro znow woda.
 
Bieganie najwczesniej w sobote.
Ledwo moge juz wytrzymac.
Proponuje 8.00 Podbórzańska, krzaki.
 
J

wtorek, 19 października 2010

19 X 10

Woda troche wystygła. Pływałem sobie 16-tkami po 400m z minutowymi przerwami. Chcialem zrobic 5 x 16. Do gwizdka udało mi sie tylko 4 x 16 i 10/16. 
Moze w czwartek probnie sie przebiegne. Jutro plywam. Idzie ktos?

poniedziałek, 18 października 2010

2010 10 18 - woda i krew

Na wypadek, gdyby wam umknęło.

18 10 10 BASEN

"Ktoś" chyba wiedział, że wczoraj zmarzliśmy i woda dziś była bardzo ciepła.
Takiej jeszcze nigdy nie było. Cieplejsza niż w Gryfinie. Ponoc od tej pory na weekendy taka będzie, a co za tym idzie w pon jeszcze tez. No i mam nadzieje ze jutro tez bedzie jeszcze ciepelko. Pływalismy sobie z Adamem. Nie chcialo mi sie cwiczyc. Adas dzielnie cwiczyl, machal raz nogami, raz jedna, reka raz druga. Chlopak plywa bardzo ladnie i prawie wcale nie chlapie. A ja chyba odpuszcze na jakis czas nawroty. Najpierw naucze sie plywac.
 
Adam dawaj linka do totala, moze zapiszemy sie z Wojtkiem na kurs.
 
J.

niedziela, 17 października 2010

Maraton na browarku

Masakra, ten sam czas, co mój!
http://polskabiega.sport.pl/polskabiega/1,105613,8504530,Przebiegl_maraton_w_klapkach_i_z_piwem.html

Przebiec maraton w ''crocsach'' (które ośmielę się nazwać klapkami), a zamiast wody i napojów izotonicznych popijać piwo? Można! Przykładem jest Piotr Karolczak. Pokonanie trasy 11. Poznań Maratonu zajęło mu ok. cztery i pół godziny.

Jego nazwiska próżno szukać na liście wyników poznańskiego biegu. Może dlatego, że do klapków ciężko przymocować czip mierzący czas, a może po prostu dlatego, że był niezarejestrowanym maratończykiem. Wiem jednak, że biegł, bo widziałem go na trasie, a później rozmawiałem z nim na mecie. Zwróciłem na niego uwagę w okolicach 16. kilometra - wszystko przez niecodzienny ubiór. Profesjonalna była tylko koszulka, reszta już nie - na głowie wełniana czapka, spodenki w hawajskie wzorki i te klapki* w kwiatki. Na dodatek biegł z piwem w ręku. Jak się okazało na mecie, gdzie złapaliśmy go z kamerą - ''browarków'' było zresztą więcej.
Na zmęczonego ''chmielowymi wspomagaczami'', biegiem w nietypowym obuwiu, a przede wszystkim  trudami ponad 42 kilometrowej trasy nie wyglądał. Szybko dowiedziałem się dlaczego. Piotr biega nie od dziś i nie zawsze tak jak w Poznaniu. Wystarczy dodać, że pod koniec września wbiegł na Elbrus podczas wyścigu Elbrus Race 2010. Był drugim Polakiem na mecie znajdującej się na szczycie najwyższej góry Kaukazu. Trasę ''extreme'' o długości ok. 12 kilometrów i różnicy wzniesień 3242 metrów pokonał w 4:45.45. Wtedy nie biegł w klapkach, ale w butach do skoku wzwyż (kolce na całej podeszwie) i wspomagał się rakami. A jeśli chodzi o maratony, to także w nich zdarza mu się startować ''na poważnie''. Rok temu z czasem 2:54:31 był w Poznaniu 81. w kategorii open. Po tegorocznym występie na luzie, za rok nie będzie ani klapków, ani piw. Ma być czas w okolicach dwóch i pół godziny.
Jak widać i słychać Piotr nie jest amatorem. Maratony nie stanowią dla niego problemu. Dlatego przestrzegam - to nie był film edukacyjny. Nie próbujcie tego robić w domu, a raczej na trasie maratonu.
*wiem, wiem - niektórzy biegają boso, ale w klapkach?????

2010 10 17 - zimna niedziela

Dziś o 6:30, w czarną noc, ruszyliśmy z Jarkiem na starą, niemiecką pętelkę 55km. Jarek jeszcze wcześniej, właściwie, bo przyjechał na Głębokie rowerem. Ciemno jak... no wiecie, ale po półgodzinie już mogliśmy wyłączyć czołówki. Ale zimno było od początku i tak zostało do końca. Dwa razy się zatrzymywaliśmy, żeby rozgrzać zmarznięte stopy. Jakie są patenty na utrzymanie ciepłych stóp w SPD? Generalnie przyjemna jazda, mogłoby być troch ę cieplej, mnie brak było porządnych rękawiczek, ale muszę po prostu je nabyć. Jakby było sucho to też by było super, można by było jechać na kole bez jedzenia piasku i wody z drogi.


A.



PS. Jutro 6:15 basen, trzeba poćwiczyć.

czwartek, 14 października 2010

D E N

Pływałem dziś sam. Wojtek się odgrażał, że będzie. Oczywiście nie było go.
Nie robiłem żadnych ćwiczeń, próbowałem poszukać dobrego ułożenia na wodzie.
Noga dochodzi do siebie, ale nie wiem kiedy bedzie chciala pobiec.
Dzis D.E.N. Adam i Kaśka pewnie dostaną kwiaty i talony na zakupy w Lidlu - takim to dobrze.
 
J

środa, 13 października 2010

13 10 2010 - podryw na basenie

Basen rządzi. Na obolałe mięśnie to jak balsam.
Dziś popływaliśmy, bez ćwiczeń, z flegmą, pełen relaks. Nawet laski to zobaczyły, bo jedna nawet poprosiła Jarka o zapięcie stanika, czy tam okularków, że niby jej się rozpięło. Jarek stanął na wysokości zadania, a Wojtek akurat był na drugiej stronie basenu. Co za pech.

Jutro Jarek pewnie też idzie na basen, ja będę w piątek.
A.

wtorek, 12 października 2010

12 X 10

Pojechalem dzis na basen. Nasz tor (3) zajal rudy babochlop. Wolny pozostal skrajny tor pod oknami. Dlugo sie nim jednak nie nacieszylem. Powskakiwalo mi tam kilka osob, w tym znowu baby, wsrod ktorych poczulem sie zawodowcem. Woda zbawczo dziala na obolale miesnie. Jutro znow jade i tak chyba bedzie jeszcze przez kilka dni. Bedzie ktos moze? 
 
J

poniedziałek, 11 października 2010

XI Poznań maraton - wrażenia po biegu II

No to jeszcze ja napiszę.
Do tej pory maraton był dla mnie czymś mitycznym, prawie nieosiągalnym, ale w niedzielę udało się mi zbliżyć do tej legendy. Nie przebiegłem całości, oczywiście, stawałem i to częściej nż bym mógł.

Cały tydzień lenistwa biegowego miał chyba wpływ na zachowanie moich nóg na maratonie. Pobiegłem tylko raz, w piątek, lekkie 5km, chyba za lekko. W niedzielę piękna pogoda, dobre samopoczucie, wyspany, najedzony stanąłem na starcie. Oczywiście byłem zdecydowany dobiec. Myślałem, że 4h są w moim zasięgu, a co da się urwać to będzie bonus. Wyszło inaczej.
Ustawiłem się w okolicach pacemakerów na 3:45 - żeby mniej mieć do przebiegnięcia. Nie goniłem ich, raczej biegłem w okolicach PM na 4:00 ale i tak mi odjechali, jeszcze przed połową. Ale co tam, myślę sobie, lepiej za wolno pobiec, niż się zajechać. Ale na 30-tce dobiegła mnie grupka 4:15 i nic nie mogłem z tym zrobić, też uciekli. Generalnie, cała pierwsza połowa to przyjemność. Jedzenie, picie na postojach, też polecam metodę spacerku co 5km na spokojne zjedzenie i to też nie można za szybko. Przy 22km zacząłem czuć zmęczenie, lekki ból w mięśniach, no ale to każdy ma. Niestety, kilka km potem zaczęły mnie łapać kurcze, które okazały się największym hamulcem w biegu. Po 35 km byłem w stanie przebiec 1, może 1,5 km i musiałem zatrzymywać się żeby się ponaciągać: całe uda, z wierzchu i od spodu pokurczone, łydki, nawet w stopach miałem kurcze. Ale jak ruszałem do biegu, to biegłem szybciej niż inni.
Na prostej przed metą się napiąłem, ale oczywiście biegłem jak pokurcz.
Dziś bóle mniejsze niż się obawiałem, ramiona od machania, całe uda, ścięgna kolanowe, lekko stopy, ale chodzę normalnie. A, w kroku jestem obtarty niemiłosiernie. Mimo wszystko podziwiam Jarka, który rok temu, w poniedziałek po maratonie biegł ze mną jedynkę. Szacun!
Podsumowując: nie da się opisać, przybliżyć gamy dolegliwości w drugiej połowie maratonu: tego trzeba doświadczyć. Euforia na mecie nie jest znów taka przemożna, ale dziś już czuję się bardzo zadowolony, że dałem radę. Jako-tako, ale dałem radę.
Na razie chętnie bym popływał. W środę.
A.
PS. Oczywiście mapka jest, leciutko urwana, choć i tak znacznie więcej niż 42km.

niedziela, 10 października 2010

XI Poznań maraton - wrażenia po biegu

Właśnie zjechaliśmy do domu.
Jestem obolały i poobcierany. Nadmiar ambicji zmusił mnie do biegu. Od czwartku wydawało mi sie, że miej mnie boli. Łyknąłem sobie przed biegiem 800mg ibupromu i zupełnie "zdrowy" ustawiłem się na starcie obok peacemaker'ów 3.00 (!). 
Start. Szło całkiem dobrze do około 4-5km. Wtedy okazało się, że tempo które dla mnie było już maksymalne, należy podkręcić, by nadrobić stracony czas na przebijanie się przez peleton. Nie było szans się utrzymać. Co 5km ustawiono punkty żywieniowe. Pomny doświadczeń z zeszłego roku (efekt ściany) żarłem cukier w kostkach niczym koń i popijałem obficie powerradem. Nie chcąc się udusić, ale także mając na uwadze chwilkę wytchnienia, przechodziłem wtedy do marszu. Polecam wszystkim tę metodę. Można spokojnie wszystko zjeść, wypić i złapać oddech na następną piątkę. Pomimo lekkiego odpuszczenia tempa, co tym razem zrobiłem rozsądnie zawczasu zanim dopadł mnie kryzys, zapowiadał się dobry wynik. Niestety moja radość okazała się przedwczesna. Ból powrócił, a w zasadzie zaczął pojawiać się co jakiś czas, co 2-3 km, na kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt kroków. Wyczyniałem wówczas różne rzeczy, lekko zwalniałem, inaczej ustawiałem stopę, aż do chwili gdy przechodziło. Przy każdej takiej okazji zastanawiałem się kiedy wydarzy się coś takiego w tej nodze, że nastąpi koniec biegu. Zapasu czasu miałem tyle, że jeszcze na 10km, byłem szybszy o 4 minuty niż rok temu. Potem z każdym kilometrem było już tylko gorzej. Ostatecznie na mecie miałem czas gorszy o 2 min i 23 sekundy, pomimo o wiele lepszych warunków atmosferycznych.
 
Podsumowanie:
Nie dopadł mnie efekt ściany, chociaż na końcówce nie byłem już w stanie nic więcej z siebie wykrzesać.
Małe przerwy na punktach żywieniowych zdecydowanie wpływają na lepsze samopoczucie w biegu, szczególnie na końcówce - wydaje mi się że ogólnie bieg zniosłem lepiej niż rok temu, chociaż potem po biegu przez 2 - 3 godziny nie czułem się dobrze.
Nie ma sensu się oszukiwać i stawać do biegu z kontuzją lub bólami zmęczeniowymi. Teraz to dopiero mnie boli. Nie mogę chodzić.
Na razie nie myślę o maratonach ani innych ironmanach. Jestem nasycony do tego stopnia, że przez najbliższy czas (zobaczymy jaki, ale przynajmniej aż bóle miną) mam zamiar tylko pływać.
Na liście z wynikami widziałem, że Adam ukończył bieg. Moje gratulacje bracie! Nie jestem już jedynakiem. Ciekawe jakie masz wrażenia?
 
Jarek 
 

piątek, 8 października 2010

HALLO WeeN

W imieniu Adama P jako gospodarza, Mirosława M, jako organizatora, ja jako wspólporganizator ogłaszam konkurs na imprezę halloweenową :)

Wszelkie pomysły, w tym dogodne daty, role, przebrania .... itp proszę zgłaszać, najlepiej na tym forum. Po powrocie głównego organizatora zostaną ustalone szczegóły.

 

Z racji uczestnictwa naszych biegaczy w maratonie w XI maratonie poznańskim, życzę im połamania nóg!

 

 

 

 


środa, 6 października 2010

wtorek, 5 października 2010

51010

Filmy z basenu mozna ogladac i analizowac bez konca. Bledy irytuja, a poprawne elementy ciesza. Dawaj Adam reszte.
 
Dzis polecialem z domu "drzewko" door-to-door. Noga boli. Nie wiem czy pobiegne w niedziele, bez ściemy. 
J

poniedziałek, 4 października 2010

2010 10 04 - fotki




Filmy z basenu



2010 10 04 - filmy

Dziś mało pływania z racji zabawy aparatem podwodnym. Jeśli ktoś chce, to go również mogę uwiecznić. Na pierwszy rzut poszedł Jarek i ja. Oto wyniki.



Mam tego jeszcze więcej

A.

niedziela, 3 października 2010

Wieża Bismarcka - plan

Może w sobotę, 16.10 zjedziemy się tu:

Wyświetl większą mapę
i pozwiedzamy okolice wieży Bismarcka?
A

sobota, 2 października 2010

2010 10 02 - krzaki i kaniony

Piękna pogoda, sobota, krzaki, pagórki, czego można chcieć więcej?
Jarek i Mirek, zwarci i gotowi, stawili się o 7 i ruszyliśmy Jarka tojotą w las. Jarek zapieprza solidnie, ale ma sprzęt do tego odpowiedni, bez dwóch zdań. Tojota skacze, ale łyka dziury tak, jak trzeba.
Po dojechaniu na parking, w Mirka coś wstąpiło i puścił się cwałem w krzaki. Ledwo nadążałem, dobrze, że po jakichś 20 minutach zwolnił do biegu. Nawet Jaga poczuła respekt, z takim zawodnikiem po krzakach chyba tylko sarna wygra, a i ta nie może mieć nadwagi.
Posprawdzałem mój nowy nabytek, załączam pomniejszone fotki, oceńcie sami. Nie jest aż tak jak bym chciał, ale lepiej niż się spodziewałem. Jeszcze trochę popstrykam i będą foty jak żyleta. A na basen to musicie już nogi golić, i okolice bikini, żebyście wyglądali na filmie znośnie.
Mapka TU.
Gwoli przypomnienia, jutro szosa, 7, Głębokie - 2h, w poniedziałek basen.

Adam

piątek, 1 października 2010

2010 10 01 - idzie weekend

I będzie intensywny.
Po trzech dniach odpoczynku (=leniuchowania), wczoraj wieczorem wybrałem się na bieganie, dziś rano basen, jutro krzaki (Mirek!?), w niedzielę szosa.
Wczoraj obudziłem się wcześnie z planem pobiegania, ale się tylko przeniosłem na kanapę do psa. Dopiero wieczorem udało mi się wyjść na bieganie, ale za to jestem z niego bardzo zadowolony - 12km w 59minut. Jak nie ja. Mapka.
Dziś rano basen, 80, bez kłopotów, Jarek przestał liczyć na 50, więc to znaczy tylko to, że dał radę może 10 więcej ;) Żeby wiedzieć ile, ja sobie nastawiam w zegarku timer, albo stoper i co 10 długości puszczam na 10 sekund.
Mirek, ty idź dziś wcześniej spać, żebyś jutro mógł z nami pobiegać. Jarek się zgodził nas do lasu wywieźć.
A.