środa, 16 czerwca 2010

UFO II

Nie załączyłem ....
 
J

UFO

Dziś miałem kolejny dzień eksploracji nowej okolicy. Trwało to 50 minut. Z początku trochę lasu, potem powrót na pola, gdzie cieszyłem się słońcem i obfitością ptactwa wszelakiej maści. Nie wygląda to źle - jest gdzie pobiegać. Zaczne zabierać komóre i będę pstrykał fotki. W lesie zastał mnie smród dzików, są blisko, słysze je, czasem gdzieś coś zaszeleści i przeleci. Prędzej czy później spotkamy się. Mniej jest tu ludzi więc i zwierzyna bliżej. Bardziej realnym zagrożeniem są jednak psy. Każdy prawie ma jakiegoś bydlaka, spuszczonego na noc, a w wiele podwórek jest nie zamkniętych ... Na koniec UFO czyli oczyszczlania ścieków w Redlicy.
 
J

wtorek, 15 czerwca 2010

Replacement

Witam.
 
No więc stało się. Stacjonuję już na dobre w Dobrej. Dobre prawda? Zachowanie systematyki biegowej pozwala mi jakoś szybciej zaasymilować się w nowym miejscu.
Dojazd do miasta na basen czy potem do szkoly i pracy to tylko 8-10 min dodatkowego czasu. Wstaje o tej samej porze w piatek i poniedzialek bo Sobota sam sie wyprowadza na dwór z rana oszczedzajac moj czas. Za to rano w dni biegowe paradoksalnie moge pospac dłuzej. Sobota jak wspomnialem dostaje kopa w d..e i za drzwi kiedy ja sie ubieram. Biegne z domu wiec znow oszczedzam kilka minut nie dojezdzajac na petle. W sumie spie 15 min dłuzej w te dni!
 
W załączeniu poglądowy rys. z dotychczasowymi kierunkami biegowymi. Dziś trasa czerwona - 50 min, szutry, las, asfalt i beton. Są dziki, komary, zajace i sarny - więc git. W sobotę byla trasa zółta, zaznaczyłem tylko do bagienka, głebokość do pasa, które podobałoby się Adamowi. W sumie przedarłem się tam przez kilka rowów melioracyjnych, dotarłem do lasu i obiegłem Głębokie - łącznie 18km. Na dni powszednie to troche za długo. Będę więc biagał na zachód. Perspektywa samotnych biegow skłania mnie do roweru. Gdyby tak robic po 50 -60km w dni robocze (wt, sr, czw) a biegac tylko w soboty i niedziele po starych trasach z Wami?
 
W piątek jestem na basenie normalnie, w sobote i niedziele mozemy pobiegac i pojezdzic na rowerze - proponujcie. Dzis pompuje sobie (w garazu).
 
J
 
P.S.
Jak sie tylko troche ogarniemy w nowym miejscu to chcielibysmy zorganizowac malego grilka dla Biegaczy (tych ex tez) + partnerzy i przychówek.
To informacja szczegolnie skierowana do Wojtka i Mirka, jako najbardziej zniecierpliwionych.

piątek, 11 czerwca 2010

Rower na Śnieżniku

Przepraszam za tak późną reakcję na prośbę Wojtka (pewnie już nie pamięta). Dołączam wybrane zdjęcia z wyjazdu. Filmy są jeszcze lepsze.
Fajnie było.
Mirek 

Proponuję rower w sobotę 2010-06-12

Jeśli nie ma innych planów na sobotę to może rower? Wstępnie poronuję pod lasem Podurzańską o 7:30.
Czekam na info,
Mirek

2010 06 11 - basen

Dzisiaj popływaliśmy. Na moją obolałą nogę to jak balsam - tego mi było trzeba.
Tylko ta deska, to męka dla mnie. Nienawidzę jej ;) i wywaliłbym ją w kąt, gdyby nie efekty ćwiczeń z nią-naprawdę czuję poprawę pozycji. A z pianką między nogami świetnie optymalizuje się praca ramion i rotacja tułowia. Żeby teraz tak to wszystko zgrać... No i jeszcze wytrzymałość-tego mi brak w wodzie. Jak widzę gościa zasuwającego kraulem z nawrotami bez przerwy przez 30+ minut, to zazdroszczę.
Ale przynajmniej koziołki mi wychodzą coraz częściej.
Weekendowe sporty bez ustaleń.

A.

czwartek, 10 czerwca 2010

10 6 10 Górki z przysiadami

Ciepło i parno. W lesie przywitały nas zastoiny gorącego, wczorajszego powietrza. Temp około 18 st. do tego wilgotno, brakowało powietrza.
O włos zrezygnowalibyśmy z górek. Ale nie pękliśmy, pobiegliśmy górki i przysiady też zrobiliśmy. Nie wolno odpuszczać. Ciekło z nas jak w saunie. Wentylowałem się przed górka prawdy, potwierdzam gęsią skórkę (!). Przez moment w tym ukropie poczułem nawet chłód. No i faktycznie łatwiej się wbiega po wentylacji.
 
Jutro basen 6.15. Nie wiem jak się umawiać na weekend, chyba wcale.
 
J 

środa, 9 czerwca 2010

2010 06 09 - dwójka - niedwójka

Niedwójka, bo jakoś nie zauważyłem zmian, ale sprawdzać nie sprawdzałem na GoogleEarth. A otoczenie mi jakoś się rozmazywało, bo tak szybko biegłem. Wy nie, wiem, ale ja się starałem. I rzeczywiście, średnie tempo 5:04 w lesie to, jak na mnie, bardzo przyzwoicie. Nawet zdjęcia żadnego nie zrobiłem.
A mapka jest TU.
Jarkowy nowy sposób oddychania na Górce Adama  - wszystkimi otworami niespecjalnie się sprawdził - czułem się tak samo, jak zawsze, tylko, o dziwo, miałem gęsią skórkę. Ale, fakt, sam podbieg chyba z 10 sekund krótszy.
Jutro górki podobne. Już mi się nie chce wstawać ;)
A.

wtorek, 8 czerwca 2010

8 6 10 dwójka przedłużona od tyłu

Czuć już lato. Wreszcie jest ciepło i słonecznie. Pobiegliśmy z Wojtkiem nową, zmienioną II-kę.
Biegliśmy zwykłym tempem, ani nie za szybko, ani nie za wolno, czyli w sam raz :).
Nie działo się nic ciekawego...
 
Na koniec na GórceAdama zrobiłem coś na chce Was namówić, żeby sprawdzić czy będziecie mieli podobne wrazenie.
Otóż, na jakieś 150m przed podbiegiem, zacząłem bardzo głęboko wdychać powietrze, prawie do granic możliwości, o wiele więcej niż potrzebowałem. Czułem jak przepona mocno pracuje. W trakcie podbiegu poczułem nagłe uderzenie siły w efekcie dotlenienia i przyśpieszyłem bez wysiłku. Mało tego na górce nie sapałem, a za sobą słyszałem cięzki oddech Wojtka, normalnie tez bym tak sapał. Zostało mi tej mocy jeszcze na tyle by bez mniejszego wysiłku podkręcić tempo!  Patrząc z boku niby nic niezwykłego. Niezwykłe było jednak to, jak się czułem, o czym od razu w biegu mówiłem Wojtkowi. Uderzenie świerzości i nagły przypływ mocy. Zaraz potem na mecie też czułem sie lepiej niż zwykle. Musicie koniecznie spróbować.
 
J 

poniedziałek, 7 czerwca 2010

2010 06 07 tydzień się robi coraz krótszy

Takie przemyślenia po wczorajszym biegu z Jarkiem.
Niby dni coraz dłuższe, ale snu chyba trzeba cały czas tyle samo. Ja nie daję rady, jeśli nie prześpię 6-7 godzin. A w pracy obowiązki, w domu cały czas coś chcą, psa na spacer, samochód umyć, itp, itd.
A jeszcze chciałoby się posportować. Basen jakoś się wpasował w tydzień, bieganie też, pompki jako tako, ale rower to tylko na weekend zostaje? Słabo tak tylko w dwa dni. Biegać też by było fajnie po lesie. Może czas zacząć dwa treningi dziennie czasami robić?
Tylko,  że ja mogę dopiero coś takiego zacząć pod koniec czerwca, i nie wiem jak regularne to będzie. Ale pomysł jest.

Basen dzisiaj jakiś dziwny, po tej przerwie półtora-tygodniowej woda jakaś zasłodzona była - słabo unosiła. Nogi słabo podawały, za to parę koziołków wyszło
Reszta tygodnia normalnie, kto biega ten wie.
A.

niedziela, 6 czerwca 2010

2010 06 06 - Królowa(!) podbiegu

Temat dzikiej świni został wywołany na dobre. Po ostatnich przygodach z dzikami w Wojtkowym towarzystwie, dziś omijając królewski (czyt. qrewski) podbieg wypłoszyliśmy z Adamem włochatą laskę ukrytą w koronie powalonego drzewka. Kontakt face to face, odległość 3m. Tarzan powrócił, wydarlem sie dokladnie tak samo jak wtedy. Tyle tygodni spokoju bylo, a teraz dzien po dniu ...

Adamomy GPS nie zadzialal, ale powinny byc jakies foty. Bieglismy 1h 29min. Odgrzebalem pulsometr. Wieksza czesc biegu w tetnie ponizej dolnego zakresu. Wciagnalem Adama na kilka malych gorek zeby poobserwowac prace serca. Gorny zakres udalo sie przekroczyc dopiero na sam koniec na Gorce Adama.

Pojawiły sie komary, cale stada, inne robale tez som.

J


EDIT(A.)
Wywołany do tablicy, w pełni potwierdzam, okrzyk Jarka pewnie jeszcze długo będzie się świni śnił. GPS rzeczywiście jakieś fochy odstawił, więc magii zero.
A foty takie (chronologicznie):



















Autystyczna pamięć Jarka znów nie zawiodła: zaprowadził mnie na miejsce swojego ostatniego wypadku, wcześniej opisując co tam znajdziemy i ile zębów jest w czaszce. Zgadzało się ;)

Jutro basen, 6:00. Wreszcie.

sobota, 5 czerwca 2010

Bieg szlakiem dzika - jeszcze raz

Robert się zainteresował, więc powtórka.







Wklejam z http://www.biegszlakiemdzika.za.pl:

I proszę Państwa stało się!

Po licznych pomysłach, przemyśleniach i koncepcjach, ruszają pierwsze, spontaniczne prace w pocie czoła.. wszystko to w związku z amatorską organizacją NOWEGO BIEGU o charakterze przełaju kontrolowanego;] Całość  zlokalizowana w Puszczy Wkrzańskiej, wybieg w klimacie "full nature":)

Dlatego miło nam zaprosić przyjaciół z biegowych tras, znajomych z okolic bliższych i dalszych oraz sportowych nieznajomych, a chcących się zaznajomić;] do wspólnego pokonania średniego dystansu, innego niż zwykle - z dala od asfaltu i pędzących aut.

Na uczestników, biegaczy wszelakiej maści, czeka ponad 10 kilometrowa trasa..atrakcyjna bułka z masłem dla długodystansowych wyjadaczy, a także interesujące wyzwanie dla początkujących truchtaczy. Przede wszystkim jednak, na wytyczonej trasie, spotkać będzie można cudowne, tłuste i włochate DZIKI:) gospodarujące szlakami, ścieżkami i bezdrożami wkrzańskiej puszczy.

Więcej szczegółów związanych z biegiem już wkrótce..

Jednak już dziś warto zarezerwować sobie termin 8 sierpnia 2010 r. i poczytać o zwyczajach dzików.. ;)
Do usłyszenia niebawem i do zobaczenia na starcie!


z biegowym pozdrowieniem

koleżeński zespół ogarniający sprawy dzikiego wybiegu
Ra&Chow (ROR team) 


Wpisowe 20zł do końca czerwca. Chętnych na razie ZERO. Piszemy się?
A .

2010 06 05 - samotna trzydziecha

Po całym tygodniu bezczynności spowodowanym wyjazdem mojej żony, w końcu się ruszyłem: wczoraj wieczorem pętelka, a dziś 35km na rowerze - 90% szosa. Niby jakiś plan był, żeby zacząć o 8:00 na ruinkach, ale Jarkowi coś wypadło, Wojtkowi coś wpadło (do buta), Robertowi wypadł wyjazd na mecz, a Mirek i Bąbel chyba całkiem wypadki. Więc pojechałem sam. Prędkość starałem się utrzymywać równą, ponad 25, za wyjątkiem podjazdów, gdzie mi spadało do 15 czasem, ale za to potem odzyskiwałem. Szczególnie fajny jest podjazd za Leśnem Górnym - potem można bez pedałowania dojechać prawie do Siedlic, co najmniej kilometr z prędkością 30+. No ale podjazd Strzałowską to męka. Dobrze, że blisko domu.
Jutro biegniemy wolny cross o 7:30 z pętli: Jarek, ja, pies i kto jeszcze?
A.

czwartek, 3 czerwca 2010

4 6 10 BOŻE CIAŁO

Pogoda piękna, dzień wolny, postanowiliśmy pobiec trochę później i trochę dłużej.
Na starcie stawił się Wojtek i ja. Grupa to juz chyba przeszłość. Potwierdziliśmy kontrakt na 90 minut i ruszyliśmy w drogę.
Wojtek objuczony, ja po śniadanku, zapowiadał się fajny, spokojny cross, ale teraz sobie myślę że już od samego początku coś nie grało.
 
Próbowałem skierować nas w głęboki wąwóz przy Przęsocinie, ale co rusz omijając błoto i krzaki ominęliśmy i ten wąwóz.
Wreszcie wpieprzyliśmy się w błotnistą przecinkę przeganiając stado dzików. Po chwili znaleźliśmy się w małym mateczniku, gdzie przedzierając się przez krzaki natknęliśmy się na ukrytą tam dziką świnię. Musiała słyszeć nas jak się zbliżamy i czekała tam w bezruchu. Zerwała się dopiero jak Wojtek o mało nie przebiegł po niej. Przecięła z 1,5 metra od moich kolan, wydarłem się wtedy w niebogłosy. Podejrzewam że świnia ogłuchła od okrzyku Tarzana i kto wie, może dalej tak leci ogłuszona... Rozbawieni tym zdarzeniem pomknęliśmy sobie dalej.
 
W niepozornym miejscu,  nie mam pojęcia jakim cudem nastąpiłem na leżący sękaty pniak, jeden z dłuższych sęków sterczał sobie pionowo i pech chciał że trafiłem na niego. Przebił, podeszwę, wkładkę, skarpetę no i stopę rzecz jasna. Ból, krew, szkoda gadać. Miejsce dziwne, resztki szkieletu chyba sarny z czaszką. Przypomniałem sobie wtedy rozmowę z Adamem że dziw iż na tyle biegów nie trafiliśmy jeszcze na nic takiego, a tu proszę jest.
 
Noga pewnie się zagoi, chociaż boli teraz jak diabli, chodzić na niej się nie da i patrzę, że jak siedzę i mam ją na dół to cieknie z niej. Asicsy się w tym miejscu rozpękły, czas na nowe buty.
 
Po oględzinach rany założyłem podziurawioną skarpetę i buta i ruszyliśmy dalej. Biegło sie już mniej komfortowo. Czułem ze w bucie lepko i mokro się robi i powoli zaczynało mnie boleć. Wbiliśmy się w dwójkę i skierowaliśmy w stronę aut. Po drodze zahaczyliśmy o Górkę Prawdy. Minęliśmy miejsce gdzie Wojtek kiedyś wykonał snake,a - czyli skok szczupakiem w piach (ktoś upamiętnił to miejsce kopczykiem) i nagle rozległ się odgłos ni to kopniaka w pniak ni to trzask łamanej gałęzi, a potem na cały regulator: ałłaaa, alłaaaa... chociaż teraz myślę że to było: Allach, allach ....Odwracam się i widzę Wojtka klęczącego z czołem przy ziemi (skierowany na wschód !). Przypomniał sobie zaraz, ze nie jest sam i zmienił mantre na: Boże, o Boże, o Święty Boże ...
 
Tego było już wiele, pokuśtykaliśmy do aut i bez rozciągania pojechaliśmy sobie do domu. Szkoda że ni emieliśmy aparatu.
 
Jutro basen wstępnie na 7 - jeśli będzie czynny (sprawdzę dziś i napiszę) - weekend do ustalenia.
 
Widzę, że muszę jednak zatrzymać krwawienie.
 
J

środa, 2 czerwca 2010

2 6 10

II-ka zmieniona.
Pobieglismy z Wojtkiem na luzie.
Jutro cross 7.30 z petli kontrakt na 90 min.
 
J

wtorek, 1 czerwca 2010

Co słychować?

Stęsknionych niniejszym informuję:
 
- w pon. kapałem się sam. pod nieobecność kolegów na torze dołączyła do mnie kobitka po monepauzie w różowym czepku. rzuciła tekst: pan przodem, bo pan szybciej, a potem nękała mnie okrutnie stylem zmiennym, ledwo dawalem  rade żeby dotrzymac jej tempa. byly koziolki, byla deska, ogolnie ok.
- we wtorek, czyli dzis, polecielismy z Wojtkiem II -kę, lekko zmieniona ze wzgledu na karczunek. objawiły sie u mnie jakies zakwasy po weekendzie, sadze ze to po tej 19-sce (chodzi o km) ale moze tez po porzadkach. Tempo miarowe, rowne z krotka przerwa na kucaka (Wojtek). Przed minuta wycisklem 120 razy sam siebie - nieudana proba z niedzieli. Ramiona plecy i klata twarde, ale brzuch tez mocno spiety.
- jutro i w czwartek lecimy o 6.00, w piatek basen normalnie, co do soboty to wstepnie chyba 7.30 o ile nie ma innych propozycji.
 
J 

niedziela, 30 maja 2010

30 V 10 Jeziorko door to door

Start 7.45 ze Szczecińskiej. Ja i Wojtek.
Niedyspozycja z poprzedniego dnia przeniosła się na następny ranek. Fatalnie.
Bieglismy sobie rowno przez cale 19km. Dystans pokonalismy w 1h 46min.
Zle samopoczucie szybko przeszlo, przez moment bylo nawet fajnie, ale potem brakowalo sil (nie mylic ze zmeczeniem)
Ogolnie wniosek jest taki ze raz w tygodniu musi byc bieg w okolicach polmaratonu.
 
J
 

sobota, 29 maja 2010

Bieg szlakiem dzika

Widzieliśmy dziś w środku lasu ogłoszenie. Ewidentnie adresowane do nas, więc trzeba się zainteresować.
Co myślicie o tym biegu?
A.

2010 05 29 - wiosenna 11

Wcześnie dziś zaczęliśmy, 6:30, głównie przeze mnie, bo musiałem o 8:00 kończy i do pracy jechać. Okazuje się, że tylko Jarek ma tyle  zapału, żeby w sobotę tak wcześnie biegać.
Wreszcie chyba pierwszy, prawdziwie wiosenny bieg. Oczywiście, na początku trochę zimno, ale potem słońce grzało porządnie, jak już się wybiegło na łąkę. Jarek i ja zaimprowizowaliśmy trasę na 80 minut, bardzo spokojne tempo, z kilometrowym finiszem poniżej 5min/km.
Cała trasa tu.
Fotki poniżej - żałujcie, że was nie było, O! Nieobecni.

Wczoraj basen znów pozytywnie. Deseczka i przewroty to jest dobry kierunek. Trzeba się tego trzymać, tylko trochę mądrzej, bo miałem lekkie zakwasy w piątek na udach.

Sport niedzielny do ustalenia, proponuję w komentarzach. Możliwy rower i bieg. Ja odpadam, bo zostaję w domu z dzieciakami.

A.



czwartek, 27 maja 2010

2010 05 27 - górki i dołki

Pobiegliśmy dziś we trójkę górki, na szczęście bez przysiadów, bo chyba bym tam zszedł. Dołek formy. I fizycznie i psychicznie. Na szczęście w drugiej połowie biegu już trochę się poczułem lepiej i udało mi się dotrzymać tempa Jarkowi. A może to on zwolnił?
Górkowa trasa, dziś niestety bez zdjęć - miałem w głowie tylko zmęczenie.
Jutro na szczęście basen - więc podbuduję morale.
A.