Duch w narodzie nie gaśnie. Mimo niezbyt zachęcającej pogody, w lesie pojawiła się Eliza, o 6:00 pewnie, i pół godziny potem Mirek i ja. Szempion spasował, pewnie wił się z bólu gardła w łóżku (cicha nadzieja), Jarek pewnie kisnął w łóżku, albo cierpiał na zakwasy ogrodowe. A my, jak gdyby nigdy nic ruszyliśmy na jedynkę na interwały. Po dwóch kilometrach zaczęliśmy, pierwszy kawałek w 4:07, za szybko i za dużo paniki, drugi 4:10, super komfortowo, trzeci 4:34, zaczęło się robić ciężko, czwarty cały pod górę, w dodatku GPS mi się zapauzował raczej bliżej 5:00, ostatni, po asfalcie bliżej 4:00. Generalnie super sprawa, koniecznie musimy to robić, można nauczyć się jak rozkładać siły, jak reaguje ciało, a w dodatku nauczyć ciało biegania szybciej.
Mirek ma ładną mapkę, więc pożyczam, mimo, że to bieg na orientację. No, ja byłem z orientowany. Mniej więcej.
Trzeba ustalić z jutrem. Newmeteo.pl twierdzi, że cały czwartek będzie OK, jak nie pójdziemy w peleton jutro, to pewnie już nigdy, ale ta ich godzina jest tak ch*#owa, że rozwala dzień. Nie upieram się, ale ze 3h moglibyśmy pojeździć - np 6-9.
A